Książki

O wolności, która umarła i prawdzie, która została zanegowana

zbiegli naziści

Wstyd się przyznać, ale książkę, o której dziś będzie mowa, dostałam w prezencie od najlepszego mężczyzny pod słońcem na moje dwudzieste trzecie urodziny, czyli mniej więcej półtora roku temu. Od tego momentu czytałam ją raz na jakiś czas, ale nigdy nie mogłam skończyć. Nie, wcale nie dlatego, że w ogóle mnie nie ciekawiła. Wręcz przeciwnie – od kiedy tylko dowiedziałam się, że została wydana, chciałam ją mieć. Zaczęłam jednak pracę, potem drugą, broniłam pracę magisterską… Nie miałam wiele czasu dla siebie, ilość czytanych przeze mnie książek oscylowała w okolicy okrągłego zera. Wszystko zmieniło się, gdy zrezygnowałam z jednej pracy, dostałam etat i w końcu zaczęłam prowadzić bloga.

Książki

Moja pierwsza przygoda w Świecie Dysku

kolor magii

Od dawna krążyła mi po głowie dość dziwna myśl. Mianowicie, pomyślałam sobie: „Kochana Agaciu, dawno chyba nie czytałaś żadnego cyklu od deski do deski. Wiesz, tak jak robią to zwyczajni ludzie, którzy czytają najpierw pierwszą książkę z serii, potem drugą, trzecią, czwartą, piątą…”. Kto z Was, drodzy Czytelnicy, miał okazję zapoznać się z moimi poprzednimi tekstami, ten wie, że pod tym względem nie jestem zwyczajnym człowiekiem. Bo niby z jakiej racji ktoś będzie mi narzucał kolejność czytania?! Mam mały rozumek i wolną wolę, z których chętnie korzystać, by zrobić na przekór wszystkim autorom, wydawcom i całemu światu.

Tym razem stwierdziłam, że zrobię na przekór sobie i przeczytam cały cykl od początku do końca, jak Bóg przykazał (ale tylko jeden). Zanim na dobre zaczęłam się zastanawiać, którą serię wybrać (a uwierzcie, gdybym zaczęła wybierać, to nie czytalibyście tego posta teraz, tylko co najmniej za pół roku), z pomocą przyszedł mój mężczyzna,który sprezentował mi „Kolor magii” Pratchetta i „Ostatnie życzenie” Sapkowskiego. Żeby nikt nie czuł się pokrzywdzony, postanowiłam obie serie czytać tylko i wyłącznie tak, jak należy. Wiedźmin będzie musiał mi wybaczyć, ale póki co czeka na półce na swoją kolej.

Książki

Nie da się cofnąć słów wypowiedzianych przez Nieznajomego

nieznajomy

O Harlanie Cobenie słyszałam już wiele, ale aż do teraz nie miałam okazji sprawdzić, ile wspólnego z rzeczywistością mają pełne zachwytu recenzje jego książek. Zastanawiałam się nad zakupem ostatnio wydanej powieści Cobena, ale ostatecznie wcześniej wpadł mi w ręce „Nieznajomy”. Jako że jest to pierwsza książka autora, jaką kiedykolwiek przeczytałam, nie mam odniesienia do innych jego powieści. Czy to dobrze, czy źle – nie wiem. Myślę, że w tym przypadku sprawdziłaby się standardowa odpowiedź psychologa: „To zależy”.

Książki

Dlaczego nie lubię Remigiusza Mroza? O „Behawioryście” i „Enklawie” słów kilka

remigiusz mróz

Do polskich twórców mam bardzo ograniczone zaufanie. Muzyki słucham niezbyt często, po książki też sięgam rzadko, mam kilku ulubionych artystów i pisarzy, którym jestem wierna. Od kiedy założyłam bloga i zaczęłam śledzić innych blogerów książkowych w mediach społecznościowych, zauważyłam, że wielką popularnością cieszy się Remigiusz Mróz. Miałam wrażenie, że informacje o nim są dosłownie wszędzie. Postanowiłam przekonać się, czy rzeczywiście ilość zachwytów nad jego powieściami jest wprost proporcjonalna do ich jakości, biorąc pod uwagę też częstotliwość ich wydawania. Na warsztat wzięłam dwie książki – kryminał pt. „Behawiorysta” oraz „Enklawę”, która została wydana pod pseudonimem Ove Løgmansbø.

Książki

Z psiego punktu widzenia

był sobie pies

Pamiętam doskonale dzień, gdy sąsiad pokazał mi i babci pieska, którego mama oszczeniła się u naszego sąsiada, a potem wpadła pod samochód. Tego samego dnia przy obiedzie mama przekonywała tatę, żebyśmy przygarnęli tego szczeniaczka. Przez tydzień myśleliśmy, że to chłopczyk, dopóki ktoś ze znajomych nie wyprowadził nas z błędu. Kajtek został więc Miką. Spędziła ze mną całe dzieciństwo, pocieszała mnie, gdy byłam chora, tęskniła za każdym razem, gdy wyjeżdżałam na kolonie i wykonywała dziki taniec radości, gdy wracałam. Była najlepszym psem na świecie i nadal zdarza mi się za nią tęsknić. W naszym domu pojawiły się potem inne pieski, bo nie potrafiliśmy wyobrazić sobie ogrodu bez zwierząt. Ten sam sentyment kierował mną, gdy kupowałam powieść pt. „Był sobie pies”.

Książki

O człowieku, który widział wszystko w Holokauście

Beatrycze i Wergili

Najpierw chyba zobaczyłam okładkę w piaskowym kolorze, która wyróżniała się na tle czarnych książek, leżących w koszyku z tanimi książkami w jednym ze znanych hipermarketów. Chwilę później zaintrygował mnie tytuł, nawiązujący do „Boskiej Komedii” Dantego. A gdy przeczytałam opis, wiedziałam, że muszę mieć tę książkę. Holokaust jest bowiem tematem, który od kilku lat staram się systematycznie zgłębiać. Zazwyczaj wybieram opracowania historyczne, dzięki którym zdobywam wiedzę. Myślę sobie wówczas, że robię to ze względu na pamięć, która tak bardzo potrzebna jest milionom ludzi, którzy zginęli tylko ze względu na swoje korzenie. Czasem jednak brakuje mi w tym czytaniu zwykłego ludzkiego poruszenia aż do głębi. Miałam nadzieję, że „Beatrycze i Wergili” – alegoryczna opowieść o Holokauście, jak opisuje książkę wydawca, da mi to, czego tak bardzo mi brakowało.

Książki

Najlepsza książka w życiu Ronalda Reagana

Polowanie na Czerwony Październik

„Polowanie na Czerwony Październik” to jedna z wielu książek, które moja mama kupiła po 1989 roku. Po upadku muru berlińskiego, czyli w latach dziewięćdziesiątych, tego typu książki wydawane były w naszym kraju w ogromnym nakładzie. Co roku ukazywało się co najmniej kilka dzieł danego autora, dopiero co przetłumaczonych na język polski. Wynikiem tego wydawniczego fenomenu są dwie półki w moim rodzinnym domu, zapełnione tak ciasno ustawionymi obok siebie książkami, że potrzeba ogromnej determinacji, by wyciągnąć z tej mozolnej układanki wybraną przez siebie pozycję.

Już ponad miesiąc temu zabrałam z domu „Polowanie na Czerwony Październik”. Nigdy wcześniej nie czytałam książek Toma Clancy’ego, ale na promocji udało mi się kupić jedną z nowszych (jak mi się wówczas wydawało) powieści. Postanowiłam jednak, że przeczytam ją dopiero, gdy zapoznam się z najbardziej znaną książką autora. Żeby było zabawniej, okazało się, że nazwisko Clancy’ego na okładce zakupionej przeze mnie książki pełni funkcję jedynie promocyjną. Mleko się jednak rozlało, powieść spoczęła na półce, a ja zabrałam się do lektury przygód Jacka Ryana i kapitana Ramiusa.

Książki

Nie bój się, opowiedz mi o swoim bólu

nie bój się

Tradycji stało się zadość. Sięgając po pierwszą w swoim życiu książkę Lisy Gardner, wybrałam tę, której opis wydał mi się najbardziej ciekawy. Czy dziwi mnie to, że okazała się ostatnim póki co tytułem z serii o detektyw D.D. Warren, który ukazał się w Polsce? Na pewno mniej niż fakt, że autorka naprawdę mrocznych thrillerów, w latach dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku pisywała niezbyt poczytne romanse pod pseudonimem Alicia Scott.

Na szczęście „Nie bój się” romansem nie jest, bo istniałoby spore prawdopodobieństwo, że ucięłabym sobie przy nim drzemkę (jak przy większości współczesnych książek tego typu). Ale ponieważ uwielbiam kryminały, sensacje i thrillery, to ochoczo zabrałam się do czytania. Początkowo byłam przerażona i wszystkim dookoła opowiadałam o tym, jak straszną książkę czytam. Cóż, gdy czytałam „Pierwszy śnieg” Jo Nesbø, też niesamowicie się bałam. Głównie dlatego, że taka już jestem i potrafię bać się każdej, nawet najgłupszej rzeczy. Oczywiście po kilkudziesięciu stronach przyzwyczaiłam się i strach minął. Z „Nie bój się” było podobnie.

Rozważania

Mam bzika na punkcie posiadania książek

mam bzika

Zacznijmy od tego, że dzieciństwo miałam przednie. Wychowałam się w domu, w którym książki były traktowane jak najcenniejszy skarb. Już jako mały szkrab posiadałam solidną biblioteczkę książeczek dla dzieci. Czasem bawiłam się lalkami czy oglądałam bajki na VHS, ale największą rozrywką było dla mnie, gdy babcia, siedząc w fotelu, czytała mi kolejną książkę. Zanim poszłam do szkoły, bardzo chciałam nauczyć się czytać sama, a że byłam zacięta i ambitna, to poszło mi całkiem sprawnie.

Książki

Siedem najważniejszych książek w moim życiu

najważniejsze książki

Miesiąc temu wpadłam na genialny pomysł – wybiorę najważniejsze książki, jakie kiedykolwiek czytałam i o nich napiszę. Wymyśliłam sobie okrągłą liczbę dziesięciu takich książek i zabrałam się do notowania. Zapisałam siedem tytułów i nagle w mojej głowie zmaterializowała się sporych rozmiarów czarna dziura. Nie byłam w stanie przypomnieć sobie żadnego innego tytułu, który byłabym w stanie nazwać „jednym z najważniejszych”. Pomyślałam – trudno, dam sobie trochę czasu. Minął miesiąc, a moja lista ważnych książek nadal była tych samych rozmiarów. Doszłam do wniosku, że jest to znak od losu, bym napisała o tych siedmiu tytułach, które przyszły mi do głowy jako pierwsze.