Książki

Futurystyczny świat antyutopii

nie opuszczaj mnie

Mawiają, że Ishiguro nie da się czytać, bo styl za ciężki, a refleksji po lekturze żadnych. Ale mawiają też, że “Lalka” to porywająca powieść. Cóż, nigdy nie przepadałam za pozytywistycznymi lekturami i choć jak przystało na przykładną uczennicę klasy z rozszerzonym językiem polskim każdej z nich dałam szansę, nie każdą z nich udało mi się przeczytać do końca. Isiguro też dostał swoją szansę. Czy egzamin zakończył się wynikiem pozytywnym? O tym w poniższym tekście. 🙂

Jeśli chodzi o fabułę, to początkowo trudno zrozumieć, dokąd tak właściwie ona zmierza. Narratorką opowieści jest Kathy – uczennica ekskluzywnej szkoły z internatem. Pierwsze wrażenie, które możemy odnieść, skłania nas do stwierdzenia, że nie jest to całkiem normalna szkoła. Uczniowie są zachęcani do rozwijania swoich zdolności artystycznych, ale atmosfera panująca w szkole jest dość tajemnicza, nauczyciele nie chcą mówić uczniom wszystkiego, a uczniowie, choć wydają się wiedzieć, o co tak naprawdę chodzi, wcale nie są przerażeni tym, co ich czeka. W miarę upływu stron my również poznajemy przerażającą prawdę – uczniowie tego typu szkół są klonami, stworzonymi tylko po to, by dokonać tzw. “donacji”, czyli oddać swoje narządy ludziom, którzy urodzili się w normalny sposób.

“Nie opuszczaj mnie” to powieść przegadana, więc tym, którzy nie lubią tego typu literatury z pewnością nie przypadnie do gustu. Nie polubią jej też z pewnością ci, którzy w literaturze cenią przede wszystkim uporządkowaną narrację – wspomnienia snute przez Kathy często są chaotyczne, a niektóre wątki urywają się w pewnym momencie, ich zakończenie zaś poznajemy dopiero później.

Czytałam opinie, z których wynikało, że niektórym czytelnikom nie podobało się to, że bohaterowie tak łatwo poddali się swojemu przeznaczeniu i nie próbowali z nim walczyć (choć Kathy i Tommy podjęli taką próbę – w jedyny sposób, o jakim kiedykolwiek słyszeli). Gdy myślałam o tym przez jakiś czas po zakończeniu lektury, doszłam do wniosku, którym wciąż jest mi trudno się podzielić, biorąc pod uwagę to, że dorastałam w czasach, w których egzaminy maturalne z języka polskiego zabijały w uczniach jakąkolwiek inicjatywę interpretacyjną. Na szczęście na moim blogu nie ma żadnych kluczy, więc mogę podzielić się z Wami moimi odczuciami.

Gdyby głębiej się nad tym zastanowić i porównać nasze życie do tego przedstawionego w powieści Ishiguro, można by dojść do wniosku, że nie różnią się one od siebie aż tak bardzo. My też żyjemy wedle wyznaczonego planu – kończymy szkołę, rozpoczynamy pracę, zakładamy rodzinę, starzejemy się i umieramy. Takie jest przeznaczenie każdego z przedstawicieli naszego gatunku i nikt z nas (przynajmniej na tym etapie rozwoju medycyny) nie może nic z tym zrobić. Podobnie było z bohaterami “Nie opuszczaj mnie”. Wiedzieli, co ich czeka, tak jak my wiemy, że każdy z nas prędzej czy później umrze, ale nie mieli na to żadnego wpływu. Mogli jedynie zrobić wszystko, by jak najlepiej przeżyć życie, zanim dojdzie do donacji. Zakochiwali się, kłócili, przyjaźnili i zdradzali, zupełnie jak my. W tym świetle argumenty z poprzedniego akapitu kompletnie do mnie nie przemawiają.

Być może nie ma w tej książce zbyt wielu emocji, ale gdy skończyłam ją czytać, z pustki, którą początkowo czułam, zaczęły wykluwać się uczucia. Na powieść można też bowiem spojrzeć z innej strony, pokazuje nam ona bowiem, jak łatwo jest wmówić określonej grupie społecznej, jakie miejsce powinna zajmować w hierarchii. I choć optymistyczne wydaje się to, że ci, którzy traktowani są jako “dawcy mięsa” okazują się istotami myślącymi i czującymi, historia i tak ma pesymistyczne przesłanie – nie mogą oni bowiem wybrać, w jaki sposób chcą żyć. Ktoś inny wybrał za nich. Szczególnym smutkiem napełniło mnie to, jak wiele podobnych sytuacji z ostatnich stu lat historii ludzkości byłam w stanie sobie przypomnieć.

Podsumowując – “Nie opuszczaj mnie” i specyficzny styl Ishiguro nie każdemu przypadną do gustu. Jeśli ktoś z Was lubi surowe historie bez wartkiej akcji, jest to z pewnością książka dla niego. Ja na pewno sięgnę po inne powieści autora. 🙂