Artur Urbanowicz, Książki, Literatura grozy

[PRZEDPREMIEROWO] „Gałęziste” Artura Urbanowicza (wydanie drugie)

gałęziste

Po „Gałęziste” sięgnęłam po raz pierwszy nieco ponad dwa lata temu i był to dla mnie początek literackiej przygody związanej z Arturem Urbanowiczem, którego nazwisko w tym momencie jest już dobrze znane fanom literatury grozy w naszym kraju. Cieszę się, że Artur trafił pod skrzydła Wydawnictwa Vesper, bo dzięki temu w ręce czytelników już wkrótce trafi drugie wydanie jego debiutanckiej powieści. Tym bardziej zatem cieszę się, że będę mogła opowiedzieć Wam o nim kilka słów jeszcze przed premierą – a moją opinię o pierwotnym wydaniu znajdziecie tu.

„Gałęziste” to historia dwójki studentów – Karoliny i Tomka, którzy postanawiają spędzić kilka dni na Suwalszczyźnie, by odpocząć i spróbować naprawić swój związek. Po przyjeździe do Osinek, w których mają się zatrzymać, okazuje się, że ich gospodarze kompletnie o nich zapomnieli. W ramach rekompensaty bohaterowie otrzymują propozycję zamieszkania w pobliskich Białodębach w cenie wpłaconej przez nich zaliczki. Żal nie skorzystać z takiej oferty, prawda? Cóż, gdyby Karolina i Tomek wiedzieli, że w wyniku podjętej przez nich decyzji już wkrótce w ich otoczeniu zaczną dziać się rzeczy co najmniej dziwne, pewnie nigdy nie zdecydowaliby się na przyjęcie tej propozycji.

Tym, co ujęło mnie, gdy po raz pierwszy czytałam „Gałęziste”, były wykorzystane przez autora dawne słowiańskie wierzenia i pogańskie rytuały. Twórczość autora z pewnością przyczynia się do propagowania zainteresowania Suwalszczyzną, choć przyznam szczerze, że chyba bałabym się udać w tych okolicach na spacer po lesie – zwłaszcza po obejrzeniu klimatycznych ilustracji, którymi okraszone jest nowe wydanie powieści.

Już w poprzednim tekście pisałam o tym, że fabuła „Gałęzistego” rozwija się powoli, co nie znaczy jednak, że jest rozwlekła. Mimo tego, że pamiętałam mniej więcej zarys fabuły i zakończenie, kolejna lektura sprawiła mi mnóstwo przyjemności i trzymała w napięciu niemal do samego końca. Podczas prac nad nową, ulepszoną wersją powieści, autor pozbył się wielu ciut przydługich opisów przyrody (które i tak nie przeszkadzały mi w poprzednim wydaniu), dzięki czemu odniosłam wrażenie, że akcja nabrała tempa – choć nadal oczywiście napięcie budowane jest tu niezwykle precyzyjnie i dawkowane powoli.

Część zarzutów, które dotknęły „Gałęziste” dwa lata temu, dotyczyła używania przez autora potocznego języka. Jeśli chodzi o literaturę rozrywkową, nie jestem zwolenniczką korzystania z kwiecistego literackiego języka, bo to właśnie potoczność sprawia, że słowo pisane staje się podobne do mówionego, a to z kolei sprawia, że opowiedziana historia staje się bardziej wiarygodna. Z perspektywy czasu muszę jednak przyznać, że niektóre dialogi w poprzedniej wersji powieści były odrobinę nierealistyczne, zbyt rozbudowane i (z braku lepszego słowa) „sztywne”. Podczas prac nad nową wersją Artur ulepszył również warstwę dialogową, co znacząco wpływa na jakość książki.

Nie chcę przez to oczywiście powiedzieć, że z perspektywy czasu oceniłabym „Gałęziste” inaczej niż dwa lata temu. Mam na myśli tylko to, że w tym czasie Artur wydał dwie kolejne książki, a jego styl ewoluował, więc choć „Gałęziste” było w mojej ocenie bardzo dobrym debiutem, w poprzedniej wersji trudno byłoby je chyba porównywać w „Inkubem”, który w mojej ocenie jest zdecydowanie najlepszą powieścią Artura. Cieszę się, że „Gałęziste” zostało ponownie wzięte na warsztat i doszlifowane – dzięki temu większe grono czytelników będzie miało okazję zapoznać się z debiutem Artura i wcale nie odczuje, że była to jego debiutancka książka.

Za egzemplarz powieści serdecznie dziękuję Autorowi oraz Wydawnictwu Vesper.