Książki

Współczesny Raj zaprasza na zakupy

raj

Sięgając po “Raj”, nie wiedziałam do końca, czego się spodziewać. Martę Guzowską znałam z jej ostatniego archeologicznego kryminału, który przypał mi do gustu nie tylko ze względu na otoczkę związaną z pracami wykopaliskowymi, ale także głównego bohatera – osobę niewidomą. Z tego, co wiem, autorka do tej pory specjalizowała się właśnie w tego typu powieściach (sama jest z wykształcenia archeologiem), a “Raj” to jej pierwsza książka, w której taki wątek został całkowicie pominięty.

I faktycznie, jest to zupełnie inna powieść, jej akcja dzieje się bowiem w ciągu kilkunastu godzin w galerii handlowej, w dniu jej otwarcia, do którego tak właściwie nigdy nie powinno było dojść, budynek nie spełnia bowiem podstawowych zasad, gwarantujących ludziom bezpieczeństwo.

“Raj”, bo taką właśnie nazwę nosi nowo otwarte centrum handlowe, staje się miejscem wydarzeń, które mrożą krew w żyłach – w wyniku fałszywego alarmu przeciwpożarowego w budynku zostaje zamkniętych kilka mniej lub bardziej przypadkowych osób – złodziej, diler narkotyków i jego pomocnik z Ukrainy, dwie zafascynowane mediami społecznościowymi nastolatki i nadopiekuńcza matka jednej z nich, a także trzech niezbyt wykwalifikowanych ochroniarzy, którym przypadła w udziale nocna zmiana. Gdy drzwi galerii zostaną w końcu otwarte, znajdować się w niej będzie kilka trupów.

“Raj” to całkiem lekka i przyjemna lektura, ale raczej dla tych, którzy skłonni są przymknąć oko na kilka mankamentów, które mogą mieć znaczący wpływ na odbiór tej powieści. Tak jak mówiłam, jest to niezły i wciągający thriller, ale do bólu stereotypowi bohaterowie całkowicie utrudnili mi jego odbiór.

Z jednej strony podobało mi się, że rozdziały były krótkie i pisane przez wszechwiedzącego narratora z perspektywy różnych osób, język był dzięki temu dopasowany do postaci i łatwiej było wybadać ich osobowościowe uwarunkowania. Druga strona medalu jest jednak taka, że to wszystko, o czym wspomniałam, było momentami infantylne aż do bólu. Najbardziej irytowały mnie dwie nastolatki, które myślały jedynie o zdobywaniu fejmu i gdyby mogły, to zrobiłyby sobie selfie nawet z trupem. Do tego doszła jeszcze Teresa – matka jednej z nich, z wykształcenia psycholog (i tu ode mnie ogromny minus za słowo “psycholożka”, nóż mi się w kieszeni otwiera za każdym razem, gdy je widzę), z zamiłowania histeryczka. I tu kolejny minus za bardzo stereotypowe przedstawienie tej konkretnej postaci (zgodnie z zasadą “szewc bez butów chodzi”). Wychodzę z założenia, że nawet literatura rozrywkowa może pełnić funkcję edukacyjną, nie widzę natomiast takiej funkcji w sytuacji, kiedy buduje się w niej obraz psychologów jako grupy zawodowej, składającej się z osób o natężeniu zaburzeń większym niż w populacji ogólnej.

Sam pomysł na fabułę jest naprawdę bardzo ciekawy, ale nie przepadam za książkami, w których bohaterowie są przerysowani i przedstawieni w zupełnie sztuczny sposób. Domyślam się, że jest to ze strony autorki celowy zabieg, ale ja zwracam dużą uwagę na sposób, w jaki konstruowane są postaci i lubię, gdy są wielowymiarowe i naturalne, a nie karykaturalne.

Podsumowując – “Raj” to całkiem ciekawe czytadło o nieco zmarnowanym potencjale i z bohaterami, którymi czytelnik ma ochotę potrząsnąć, by przestali być tak niewyobrażalnie głupi. Marta Guzowska w archeologicznej wersji podobała mi się jednak zdecydowanie bardziej.