Książki

Freyja i Huldur #1 – “Odziedziczone zło”

odziedziczone zło

Yrsa Sigurdardóttir to jedna z tych autorek, po której książki mogę sięgnąć w ciemno, choć nadal nie wiem, jak poprawnie powinno się czytać jej nazwisko. Chyba wszyscy czytelnicy w Polsce nazywają ją po prostu Yrsą. Uwielbiałam jej cykl z Thorą i nadal ubolewam nad tym, że gdy kilka lat temu poznałam jej twórczość, część książek z tej serii nie była już dostępna.

W nowym cyklu, którego głównymi bohaterami są policjant Huldur i psycholog Freyja, autorka rezygnuje z wątków paranormalnych, które były znakiem rozpoznawczym serii poświęconej Thorze. Jest za to dużo mroku, który też jest bardzo charakterystyczny dla jej twórczości. Można odnieść wrażenie, że Yrsa zapuszcza się w coraz głębsze zakamarki ludzkiego umysłu, co jeszcze bardziej potęguje mroczną atmosferę. Ale o tym za chwilę.

“Odziedziczone zło” to historia brutalnego i perfekcyjnie zaplanowanego morderstwa, którego ofiarą jest kobieta w średnim wieku, a naocznym świadkiem – jej mała córeczka, ukryta pod łóżkiem, na którym została zamordowana jej matka. Zbrodnia jest szczególnie okrutna, ale w policji akurat trwają czystki związane z poważnymi naruszeniami, w wyniku czego awans i opiekę nad śledztwem otrzymuje niezbyt doświadczony i trochę przypadkowy Huldur. Już na samym początku, podczas przesłuchania córki ofiary, spotyka Freyję, która jest psychologiem dziecięcym i kieruje schroniskiem dla dzieci, które mają za sobą traumatyczne przejścia. Domyślacie się już pewnie, że tych dwoje łączy wspólna przeszłość – być może dość krótka, ale jednak przeszłość, która stanie się fundamentem wątku obyczajowego w tej serii. W tym samym czasie młody, zapalony radioamator natrafia na częstotliwość radiową, w której nadawane są zakodowane wiadomości, w zagadkowy sposób łączące go z ofiarą bestialskiego morderstwa.

Do tej pory znałam Yrsę jako autorkę świetnych thrillerów z wątkiem kryminalnym i nutą literatury grozy. “Odziedziczone zło” i rozpoczęta przez tę książkę nowa seria pozwoliły mi poznać ulubioną autorkę z zupełnie innej strony. Tym razem bowiem niepokojącą atmosferę buduje historia, która mogłaby się wydarzyć w realnym życiu – i to jest w tej powieści najbardziej przerażające.

W tej powieści możemy obserwować, jak wielkie znaczenie mają nasze doświadczenia z dzieciństwa i jak krzywda potrafi latami narastać, by ostatecznie eksplodować – tak właśnie napędzana jest międzypokoleniowa spirala krzywdy. “Odziedziczone zło” to historia o niezagojonych ranach, które w konsekwencji doprowadzają do bestialskich zbrodni.

Akcja rozwija się w spokojnym tempie, ale nie znacz to, że nie trzyma w napięciu. Dzięki powolnej narracji wszystkie kawałki skomplikowanej układanki trafiają na swoje miejsce, a czytelnik ma szansę zobaczyć zupełnie inny obraz zbrodni niż ten, który początkowo wykreował się w jego głowie. Autorka dużą wagę przywiązuje do drobnych detali, które przy dużej dozie uważności umożliwiłyby nam zdemaskowanie mordercy, są jednak na tyle subtelne, że prawie do samego końca trudno jest poprawnie wytypować osobę, która dokonała zbrodni.

Yrsa ma talent do opowiadania trudnych, bolesnych historii – przede wszystkim dlatego, że jest niezwykle dobrą obserwatorką i potrafi zręcznie wplatać wątek obyczajowy w kryminalną historię. “Odziedziczone zło” to dowód na to, że umie pisać straszne historie, zarówno takie, w których występuje wątek paranormalny, jak i takie, w których przeraża samotność i ludzkie okrucieństwo.