Książki

Świat Dysku #5 – “Czarodzicielstwo”

czarodzicielstwo

Nie mogłam się doczekać powrotu Rincewinda, więc z ogromną ekscytacją sięgnęłam po „Czarodzicielstwo”. Tęskniłam za Bagażem i życiowy nierozgarnięciem najbardziej nieudanego czarodzieja na Dysku. Prozę Pratchetta zawsze trudno mi ocenić, ale w tym wypadku po raz pierwszy miałam dość mieszane uczucia.

Z jednej strony bowiem podobała mi się fabuła – czarodziej, który porzucił swą profesję, zakłada rodzinę, a ostatni z jego synów to ósmy syn ósmego syna. Innymi słowy – czarodziciel, czyli używając kwiecistego porównania „brama, przez którą magia nowa wkracza do świata”. Świat Dysku nie pamięta już czasów czarodzicieli. I być może nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, gdyby ojciec rzeczonego czarodziciela po śmierci nie ukrył się w swojej lasce maga, by zostać ze swoim synem i przygotować go do przejęcia władzy nad światem.

Niby cały czas jest zabawnie, niby specyficzny klimat nadal gdzieś tam jest, niby wszystko jest takie samo ale… to nie to. Nie porwała mnie ta historia, choć wydawało mi się, że będzie inaczej. Najbardziej zawiódł mnie wątek Bagażu który został zmarginalizowany i wydaje mi się, że był to główny powód, dla którego między mną a „Czarodzicielstwem” nie było chemii. Potencjał Dżina też nie został moim zdaniem do końca wykorzystany.

Moim zdaniem największy potencjał w tej powieści mieli Jeźdźcy Apokalipsy, którzy zdecydowanie przykuli moją uwagę. Pojawili się niestety tylko na chwilę, choć mam nadzieję, że spotkam ich jeszcze w kolejnych częściach serii. Zdecydowanie nie przypadła mi do gustu kompania Rincewinda – o wiele bardziej wolałam go w duecie z Dwukwiatem.

Jest wiele cytatów i zabawnych momentów, dla których warto przeczytać tę książkę. W gruncie rzeczy (jak zawsze zresztą w przypadku Pratchetta) jest to uniwersalna historia o grupie leniwych biurokratów, zajętych jedynie dbaniem o swoje dobro i o człowieku, który żelazną ręką chciał zaprowadzić w świecie porządek według własnego widzimisię. Chaos, który panuje w tej opowieści powoduje jednak, że czyta się ją dość opornie, a Pratchett przyzwyczaił mnie do czegoś zupełnie innego.