Książki, Literatura grozy

Wakacje w nawiedzonym domu

całopalenie

„Całopalenie” to trzecia z kwietniowych premier Wydawnictwa Vesper, jaką miałam okazję czytać. Historie o nawiedzonych domach nigdy nie były mi bliskie (zwłaszcza, gdy namówiona przez koleżanki, obejrzałam wątpliwej jakości horror „Dom na przeklętym wzgórzu”. Mam też jednak doświadczenie z kilkoma powieściami grozy, które pokazało mi, że literatura jest pod tym względem subtelniejsza od filmu i gra na emocjach w trochę inny sposób. Tym sposobem „Całopalenie” stało się pierwszą (i na pewno nie ostatnią) powieścią o nawiedzonej posiadłości, jaką przeczytałam.

Bohaterami tej historii jest rodzina Rolfe – Marian i Ben oraz ich synek i ciocia Elizabeth. Marian marzy o wakacjach poza Brooklynem, więc gdy udaje jej się znaleźć niezwykle atrakcyjną ofertę wynajęcia rezydencji na północy stanu, staje na głowie, by namówić swojego męża na ten wyjazd. Właściciele posiadłości chcą ją wynająć na czas swojego wyjazdu, ale ponieważ mieszkają ze swoją matką, mają do lokatorów jedną prośbę – przygotowywanie i dostarczanie posiłków wspomnianej pani Allardyce, która mieszka w odległym skrzydle budynku, za dziwnymi, misternie rzeźbionymi drzwiami i praktycznie nie opuszcza swojego pokoju.

Rodzina Rolfe chciała osiągnąć wymarzony cel, jakim były wakacje poza miastem, przy minimalnym nakładzie finansowym i z wykorzystaniem drogi na skróty. Szybko jednak okazało się, że nie był to dobry wybór. W domu wkrótce zaczynają dziać się dziwne rzeczy, tymczasowi lokatorzy zachowują się w dziwny sposób – Ben staje się agresywny, podczas gdy Marian unika swojej rodziny i całe dnie spędza pod drzwiami pokoju pani Allardyce.

Wspomniałam na wstępie, że bohaterami tej historii jest rodzina Rolfe, ale tak naprawdę głównym bohaterem jest dom, w którym zamieszkują na czas wakacji. Posiadłość, pomimo swoich ogromnych rozmiarów, z dnia na dzień staje się coraz bardziej klaustrofobiczna i wyzwala w mieszkańcach coraz gorsze instynkty. Być może obnaża ich prawdziwą naturę? Tego nie wiemy, podobnie jak nie dowiemy się, kto lub co zamieszkuje za zamkniętymi drzwiami pokoiku pani Allardyce. Wiele jest tutaj niedopowiedzeń i niedomówień, które uruchamiają naszą wyobraźnię i to właśnie one budują niezwykłą atmosferę tej historii. Nie znajdziecie tu duchów trzaskających drzwiami o trzeciej nad ranem ani zamordowanych w tym domu lata temu dzieci, które teraz mszczą się na lokatorach i zabijają ich po kolei. Tu nie ma miejsca na tanie sztuczki. To wyrafinowana powieść grozy z dużą dozą humorystycznych elementów (w postaci niezapomnianych wypowiedzi cioci Elizabeth). Tu liczy się przede wszystkim mozolnie budowany klimat, który zapowiadają drobne, wręcz niedostrzegalne zdarzenia, które z każdym kolejnym dniem stają się coraz bardziej dziwne – gdy to jednak dostrzegamy, jest już za późno.

„Całopalenie” to zdecydowanie moja ulubiona spośród kwietniowych premier Wydawnictwa Vesper. Nie mogłam się od tej powieści oderwać i gwarantuję, że Wam również się to nie uda.

Za egzemplarz książki serdecznie dziękuję Wydawnictwu Vesper.