Książki

Endgame #1 – „Wezwanie”

wezwanie

Gra zaczyna się właśnie teraz. Endgame to tajemnica życia i śmierci. W tej grze weźmie udział dwunastu przedstawicieli dwunastu starożytnych rodów – sześć dziewcząt i sześciu chłopców, którzy ukończyli trzynasty rok życia, ale żadne z nich nie ma więcej niż dwadzieścia lat. Łączy ich jedno – są Graczami i do ostatniej kropli krwi będą walczyć o przyszłość swojego ludu. Zostali wybrani przez bogów – Ludzi Niebios, Annunakich. To pradawne istoty, które istniały na długo przed stworzeniem świata.

Od tysięcy lat członkowie wybranych rodów czekali na Wezwanie. Scheda przechodziła z rodziców na dzieci i tradycja była kontynuowana do czasu, gdy na Ziemię spadł deszcz meteorytów. Dla większości była to jedynie anomalia, lecz dwunastka wybranych już wiedziała – rozpoczęło się Endgame. Tylko jeden Gracz może wygrać, a żeby to zrobić, musi nie tylko pozbyć się konkurencji, ale również zdobyć trzy klucze. Tylko w ten sposób jego lud będzie miał szansę przetrwać.

Przyznam szczerze, że początkowo trudno było mi się w tej książce odnaleźć. Bohaterów jest bowiem kilkunastu, a przy wymawianiu ich imion można połamać sobie język. Mówią, że „Wezwanie” i cały cykl mają podobny koncept do „Igrzysk śmierci”. W tym względzie niestety się nie wypowiem, bo nigdy nie miałam okazji zapoznać się z bestsellerem Suzanne Collins.

Tym, co zwraca uwagę jako pierwsze jest przepiękna okładka. Tekst w środku mógłby zostać co prawda inaczej sformatowany, ale jego ułożenie nie utrudniało mi czytania. Muszę również przyznać, że szata graficzna jest naprawdę przepiękna. Uwielbiam takie tajemnicze rysunki, ilustracje, ukryte kody i zagadki. Pod tym względem książka z pewnością spełniła moje oczekiwania.

Zbyt wiele jednak nie oczekiwałam. Młodzieżowe powieści science-fiction mają to do siebie, że trochę zbyt dużo w nich nastoletniej miłości i wydarzeń, w których logika nieco kuleje. W tym wypadku akcja jest dość warta i ciekawym zabiegiem okazało się napisanie powieści z perspektywy bohaterów. W ten sposób łatwiej było mi się z nimi zapoznać i wdrożyć w to, co działo się w książce. Muszę jednak podkreślić, że momentami warstwa językowa wołała o pomstę do nieba. Doskonale rozumiem, że jest to powieść młodzieżowa, bohaterami również są młodzi ludzie, więc język w książce musi być dostosowany do ich poziomu wiekowego. Wierzyć mi się jednak nie chce, by młodzież używała wyrażeń w rodzaju „To Endgame, suczko”. Wolałabym już chyba większą ilość wulgaryzmów na kartach tej powieści, niż tego typu wyrażenia, które wzbudziły we mnie jedynie lekkie zażenowanie.

„Wezwanie” czyta się niezwykle szybko. Ledwie się obejrzałam, a już połowa książki była za mną. Mimo kilku mankamentów, wciągnęła mnie opowieść o dwunastu Graczach. Myślę, że każdy czytelnik byłby w stanie znaleźć w tej powieści coś dla siebie. Bohaterowie są różni – niektórzy pozytywni, niektórzy negatywni, niektórzy zaś nie wzbudzają żadnych emocji. Najłatwiej chyba zżyć się z Sarą, o niej bowiem dowiadujemy się najwięcej. Mi osobiście trudno było polubić jej (byłego) chłopaka. Dla mnie był postacią konieczną w tego typu historiach – potrzebną tylko i wyłącznie po to, by wzbudzić we mnie irytację. 🙂 Oczywiście żartuję, ale zauważyłam, że regułą w powieściach młodzieżowych jest obecność bohatera, który w moim odczuciu jest absolutnie zbędny, a jego zachowanie doprowadza mnie do szewskiej pasji.

Niewątpliwą zaletą tej powieści jest wykorzystanie motywów starożytnych budowli, co w połączeniu z multimedialnymi załącznikami w postaci adresów stron www, robi naprawdę ogromne wrażenie. Niestety, czytanie książki i jednoczesne wklepywanie w wyszukiwarkę kolejnych adresów, nie jest dla czytelnika zbyt wygodne. Z tego względu po trzecim adresie dałam sobie spokój. Kiedyś miałam okazję czytać książkę skonstruowaną w podobny sposób, w tamtym wypadku jednak wykorzystane zostały kody QR, co moim zdaniem jest o wiele lepszym rozwiązaniem. A z pewnością wygodniejszym.

O „Wezwaniu” wiele można powiedzieć (wiele można również przemilczeć). Jedno jest pewne – świetna zabawa przy tej pozycji jest gwarantowana. Z tego powodu z przyjemnością sięgnę po kolejne części trylogii James Freya. 🙂

Za egzemplarz książki serdecznie dziękuję portalowi CzytamPierwszy.pl 🙂

  • Kinga

    Szczerze powiedziawszy nie znam tej książki… Nigdy jej nie widziałam jeszcze, no ale przynajmniej teraz i mam okazję przeczytać recenzję… Bardzo dobry blog, ciekawie piszesz, zachęcasz.
    Zapraszam do siebie
    http://recenzentka-doskonala.blogspot.com/