Książki

Autobiografia człowieka, który pokochał latanie ponad wszystko

thomas morgenstern

Zimowe weekendy to jedne z najmilszych wspomnień z mojego dzieciństwa. Razem z rodzicami siedzieliśmy przed telewizorem, za oknem padał śnieg, zaspy sięgały po kolana (gdy byłam dzieckiem, zima była prawdziwa, teraz to zaledwie jakaś marna podróbka), a my z uwagą oglądaliśmy kolejny konkurs skoków narciarskich. Nie pamiętam, jak to się właściwie zaczęło – dla mnie skoki były w naszym domu od zawsze i nie pamiętam czasu, gdy ich nie było, choć pewnie pojawiły się wraz z Adamem Małyszem.

Zabawne, że skoki są jedyną dyscypliną, która towarzyszy mi do dziś. Oglądałam kiedyś Formułę 1, ale po wypadku Roberta Kubicy, który uniemożliwił mu jazdę bolidem, zainteresowanie F1 umarło śmiercią naturalną. Podobnie było z moją ogromną miłością do Juventusu Turyn, z którą obecnie wiąże się dla mnie zbyt wiele nieprzyjemnych wspomnień. 

Choć nie czytam biografii zbyt często, gdy zobaczyłam, że Thomas Morgenstern napisał własną, kupiłam ją bez wahania. Pamiętam Thomasa, gdy był jeszcze młodym, nieco zbyt ambitnym chłopakiem, który chciał, by wszystko udało mu się osiągnąć już, teraz, zaraz. Pamiętam jego upadki, podczas których serce zamierało mi w piersi z obawy o jego zdrowie i życie. Pamiętam jego uśmiech, gdy odnosił sukcesy i smutek w oczach, gdy ponosił porażki. Zawsze był szczery i naturalny, nigdy nikogo nie udawał.

Zawsze zastanawiało mnie, co dzieje się w głowie sportowca, którego praca polega na siadaniu na belce startowej, jeździe po rozbiegu z prędkością kilkudziesięciu kilometrów na godzinę i kilkusekundowym skoku, zakończonym lądowaniem na obie nogi. Cóż, w zamyśle tak to ma wyglądać, zdarza się jednak, że to plecy, głowa lub klatka piersiowa jako pierwsze dotykają zeskoku. Od tego właśnie Thomas Morgenstern zaczyna swoją opowieść – przypomina wszystkie groźne upadki, które miały miejsce w jego sportowym życiu, bo to właśnie one wywarły największy wpływ na jego karierę.

Myślę, że każdy kibic skoków w momencie zakończenia przez Thomasa kariery, zadawał sobie pytanie – dlaczego? Wszak jest on jeszcze młodym, zdolnym do osiągnięcia kolejnych sukcesów sportowcem. Na to pytanie Austriak udziela niezwykle wyczerpującej odpowiedzi. Opisuje uczucia, które towarzyszyły mu w różnych momentach na skoczni czy podczas pobytu w szpitalu. Dowiadujemy się też, w którym momencie dotarło do niego, że chce już zakończyć swoją przygodę ze skakaniem.

Miłym zaskoczeniem jest to, że „Moja walka o każdy metr” nie jest typową autobiografią, w której Thomas Morgenstern opisuje krok po kroku rozwój swojej kariery. To szczera i prosta historia o tym, jak wielką miłością jest dla niego latanie i jak wiele dla tej miłości poświęcił. W tej książce Thomas jest dokładnie taki, jakim go zapamiętałam – otwartym i wrażliwym człowiekiem, którego słowa płyną prosto z serca. Szczerze opowiada więc o tym, jak trudna była dla niego współpraca z trenerem kadry Alexandrem Pointnerem i kolegą z reprezentacji Gregorem Schlierenzauerem oraz dlaczego tuż po narodzinach swojej córki rozstał się z jej matką. Opowieść Thomasa czyta się jednym tchem.

Muszę też wspomnieć o tym, co zachwyciło mnie już w momencie, gdy wyjęłam książkę z paczki. „Moja walka o każdy metr” jest przepięknie wydana. Można w niej znaleźć tylko zdjęcia z domowego archiwum Thomasa oraz te uwieczniające jego sukcesy i porażki w kadrze seniorskiej. Na widok niektórych z nich w oku zakręciła mi się łezka, wszak jeszcze całkiem niedawno widziałam je na ekranie telewizora.

Dzięki lekturze autobiografii Thomasa przypomniałam sobie, za co tak naprawdę kocham ten sport – za wspaniałą atmosferę. Skoki to dyscyplina indywidualna i nie brak w niej zawodników, którzy nie dorastają do pięt swojego ego, ale wciąż wszyscy są dla siebie nawzajem mili, serdeczni i traktują się jak przyjaciół, a nie wrogów. Rywalami są tylko w czasie trwania zawodów, a poza nimi są wspaniałymi kolegami, którzy potrafią się wspierać, pocieszać i wspólnie żartować.

Polecam „Moją walkę o każdy metr” wszystkim kibicom skoków narciarskich, ale nie tylko. Myślę, że każdemu, kto choć raz widział w akcji Adama Małysza czy Kamila Stocha spodoba się wzruszająca opowieść o trudnej miłości do skakania, jaką zaserwował czytelnikom Thomas Morgenstern.

Swoją drogą, jestem ciekawa, czy są na sali kibice skoków? Dajcie koniecznie znać w komentarzach. 🙂

  • Bożena Jędral

    Z dzieciństwa pamiętam wspólne oglądanie jazdy figurowej na lodzie. W czarno białym telewizorze. Poza tym nikogo w domu inne sporty nie wciągały. Lubię czytać biografie> zawsze przemycone są w nich fajne zdjęcia z prywatnych zbiorów. Takie bez retuszu. Aktualnie czytam dokument Twin Peaks. Najtrudniej czytać odręczne notatki.

  • Ja bardzo lubię biografie, odmiennie od Ciebie. Jednak bardziej te polityczne, muzyczne, aktorskie. Jedynie sportowe książki jakie uwielbiam to te o wspinaczce wysokogórskiej. Skoki nie są moją bajką, ale pamiętam tą grę, w skoki 😛 To jedyna moja styczność 🙂

  • Nie przepadam za biografiami i prawdę mówiąc ich nie czytam.
    Za skokami narciarskimi jestem za to za pan brat. W domu rodzinnym oglądanie skoków było (i jest) tradycją na długo przed Małyszem. 🙂 Pamiętam jak były problemy z oglądaniem skoków w TVP i oglądaliśmy je w telewizji czeskiej. Jak zawodnik „skiepścił” skok wraz z czeskim komentatorem jednym głosem mówiliśmy „do zadu”. 😉