Tag: recenzja

Książki

Cmentarz Zapomnianych Książek #1 – „Cień wiatru”

cień wiatru

Już od dawna koleżanki polecały mi Zafóna. Od dawna też miałam na mojej liście książek do przeczytania zapisany „Cień wiatru”. Okazji do lektury jednak brakowało. Z pomocą przyszła mi jak zawsze Biedronka (szczerze polecam i nie rozumiem niewybrednych komentarzy niektórych czytelników na temat kupowania książek w supermarketach i dyskontach). Za każdym razem, gdy jestem na zakupach, spacer po sklepie kończy się grzebaniem na półce z tanimi książkami. Tym razem można było kupić kieszonkowe wydania w cenie 9,99 zł za sztukę. Zastanawiałam się, czy wziąć Link czy może jednak Kavę, gdy nagle w mojej dłoni znalazł się „Cień wiatru”. Nie zastanawiałam się ani chwili i już po pięciu minutach książka Zafóna była bezpieczna w moim mieszkaniu.

Książki

Rozmowy w Norymberdze, czyli naziści o okrucieństwach III Rzeszy

rozmowy norymberskie

W jednym z pierwszych postów na blogu wspominałam, że szczególnie interesuje mnie tematyka związana z powojennymi losami zbrodniarzy nazistowskich. Mam już małą biblioteczkę tematyczną, w której znajdują się biografie słynnych nazistów, historie polowań na zbrodniarzy, biografie łowców nazistów oraz najbardziej interesujące mnie teksty, zawierające relacje z rozmów z prominentnymi urzędnikami III Rzeszy.

Książki

„Gałęziste” – polska powieść grozy na baśniowych ziemiach Suwalszczyzny

gałęziste

Napisanie dobrego horroru to sztuka, która polega na tym, by odpowiednio pobudzić wyobraźnię czytelnika, jednocześnie nie zdradzając od razu wszystkich tajemnic. Uwielbiam, gdy autor daje mojej głowie pole do popisu. Dla mnie nie ma nic bardziej przerażającego niż to, co potrafię sobie wyobrazić na podstawie lekko przerażających sugestii. Nie miałam ostatnio szczęścia do tego typu literatury, więc tym bardziej oczekiwałam, że „Gałęziste” nie zawiedzie mnie pod tym względem. 

Książki

„I tak dalej” – zaskakujący, lecz udany debiut

i tak dalej

Nigdy nie byłam wielką miłośniczką współczesnej polskiej literatury (zarówno poezji, jak i prozy). Zaczarował mnie dopiero Jakub Żulczyk, gdy kilka lat temu, wiedziona uwielbieniem do jego felietonów, wróciłam do domu z egzemplarzem „Zrób mi jakąś krzywdę”, wypożyczonym z biblioteki. Do niedawna twórczość Żulczyka stanowiła mój jedyny kontakt z polską literaturą. Od kiedy prowadzę bloga (a to już prawie sześć miesięcy), zaczęłam stopniowo otwierać się na nowych autorów, w szczególności zaś dopiero debiutujących. Jednym z nich jest Wiktor Orzeł, starszy ode mnie zaledwie (a może aż?) o dwa lata, autor wydanej w styczniu książki „I tak dalej”, o której dziś powiem Wam kilka słów.

Książki

„Ogród małych kroków” – książka, która wzbudza zachwyt

ogród małych kroków

Piszę tę recenzję na dzień przed premierą „Ogrodu małych kroków”. Książkę przeczytałam już co prawda jakiś czas temu, ale trudno było mi się zebrać do napisania opinii o powieści, którą wszyscy na prawo i lewo wychwalają pod niebiosa. Nadszedł w końcu jednak moment, w którym musiałam podjąć ten trud.

Książki, Psycholog czyta książki

Psycholog czyta książki: „W naszym domu” Jodi Picoult

w naszym domu

Od jakiegoś czasu chodził mi po głowie pomysł na cykl recenzji, których wspólnym mianownikiem byłyby książki z motywem psychologicznym lub psychiatrycznym. Przyznam szczerze, że to właśnie powieść „W naszym domu” Jodi Picoult zrodziła u mnie takie myśli. Mam zatem przyjemność poinformować, że tym tekstem rozpoczynam na moim blogu cykl recenzji o nazwie „Psycholog czyta książki”. 🙂

Książki

Fantastyka z domieszką ironii i sarkazmu, czyli moje przygody z Wiedźminem

ostatnie życzenie

Przyznam się bez bicia, że „Ostatnie życzenie” próbowałam już czytać dwa lata temu. To, że nie udało mi się skończyć, nie wynika jednak z tego, że nie lubię fantastyki lub proza Sapkowskiego nie przypadła mi do gustu. Wyobraź sobie, Drogi Czytelniku, taką sytuację – jest lipiec, świeci słońce (czasami), jesteś nad pięknym polskim morzem (wcale nie kapryśnym), razem z Tobą jest tam gromada około pięćdziesięciu szkrabów, a ponad dziesięcioro z nich jest pod Twoją opieką. Na nogach jesteś od siódmej rano, przez ponad dwanaście godzin nie możesz sobie pozwolić na to, by Twoja czujność ucięła sobie drzemkę, kiedy więc w końcu o północy bierzesz szybki prysznic i kładziesz się do łóżka, czytanie nie jest Twoim priorytetem. Jakimś cudem udało mi się wówczas skończyć jeden thriller, ale Sapkowskiego nie dokończyłam. I tak minęły dwa lata, zapomniałam o „Ostatnim życzeniu”, aż całkiem niedawno dostałam je w prezencie od mojego prywatnego miłośnika fantastyki. 

Książki

„Wzgórze psów” Jakuba Żulczyka, czyli bolesny powrót na prowincję

wzgórze psów

Banalną książkę na banalny temat łatwo jest napisać. Sztuką jest napisanie powieści na temat oklepany, gdy wszyscy już myślą, że nie da się w tej sprawie stworzyć nic odkrywczego. Otóż da się, co udowadnia Jakub Żulczyk w swojej najnowszej powieści pt. „Wzgórze psów”. Mam to szczęście, że niedawno czytałam również „Ślepnąc od świateł”, które jest poniekąd dziełem kompatybilnym do niedawno wydanej książki. Pisząc o poprzedniej powieści wspomniałam, że Żulczyk zrobił mi nią krzywdę (niewtajemniczonych zapraszam do lektury tej recenzji). Tej samej krzywdy oczekiwałam po lekturze „Wzgórza psów”.

Książki

„Głębia Challengera” – historia chłopca, który doświadczył schizofrenii

głębia challengera

Są takie książki, po które trudno jest nam sięgnąć, bo gatunkowo odbiegają od naszych upodobań. W moim przypadku „Głębia Challengera” należała do takich książek. Odstraszał mnie fakt, że była reklamowana jako powieść młodzieżowa, a ja za taką literaturą nie przepadam (ale o tym już zapewne wiecie, bo wspominam tę informację w każdym poście). Na szczęście zakupu tej książki dokonała Aga z bloga Ebook Book, więc postanowiłam pójść za jej przykładem (link do recenzji Agi znajdziecie tu – klik klik). 

Książki

Steve Berry i moja pierwsza przygoda z jego powieściami

steve berry

Dwie książki, o których będzie mowa w dzisiejszym poście, a których autorem jest Steve Berry, wpadły w moje ręce zupełnie przypadkiem. Jak to zwykle bywa, gdy odwiedzam bibliotekę uniwersytecką, wybrałam się na spacer między półkami. Weszłam w jedną z alejek i moim oczom ukazał się cudowny widok – na półce stały cały rząd książek tego samego autora, a wśród tytułów zauważyłam „Bursztynową komnatę” i „Dziedzictwo templariuszy”. Jako, że w dzieciństwie interesowałam się trochę obydwoma zagadnieniami, postanowiłam poszperać w czeluściach Internetu w poszukiwaniu odpowiedzi na odwieczne pytanie – „Czy warto czytać tę książkę?”. Okazało się, że „Bursztynowa komnata” to oddzielna powieść, zaś „Dziedzictwo templariuszy” jest pierwszą częścią cyklu o Cottonie Malone. Uznałam to za znak od losu i zabrałam obie książki do domu.