Książki

Meksykański kartel i afgańscy terroryści

przeciw wszystkim wrogom

Gdy kupiłam „Przeciw wszystkim wrogom”, byłam zachwycona okazyjną ceną za książkę autora bestsellerowych powieści sensacyjnych. Mój zapał ostudziła informacja, którą odkryłam dopiero w domu – Tom Clancy podrzucił jedynie pomysł na napisanie tej powieści, wykonaniem zaś zajął się ghost-writer. Z tego powodu książka przeleżała kilka miesięcy na półce i nie mogła liczyć na moje zainteresowanie. Z perspektywy czasu uważam swoje postępowanie za głupie. Skreśliłam już na samym początku powieść, która wcale nie była tak zła, jak się spodziewałam.

Głównym bohaterem (jakże by inaczej) jest pracujący dla CIA Maxwell Moore – były komandos, który brał udział w wielu działaniach na Bliskim Wschodzie, z których najważniejszym była wojna w Iraku. Ze względu na swoją aparycje – dość ciemną karnację, i znajomość języków, bez problemu potrafi wtopić się w w społeczność Pakistanu. Gdy w wyniku zamachu bombowego w Islamabadzie, który przeżył tylko Moore, giną wszyscy pracownicy tajnej placówki CIA, łącznie z informatorem Moore’a, ten podejrzewa zdradę. Aby wytropić sprawców, musi podjąć się zinfiltrowania szefa potężnego meksykańskiego kartelu narkotykowego. Dlaczego? Współpraca afgańskich terrorystów i handlarzy narkotyków może okazać się dla Stanów Zjednoczonych największym zagrożeniem od czasu zamachów z 11 września.

Nie powinnam pewnie porównywać ze sobą tych dwóch książek, bo „Przeciw wszystkim wrogom” nie napisał przecież Tom Clancy, ale tę powieść czytało mi się o wiele łatwiej i przyjemniej niż „Polowanie na Czerwony Październik”, być może dlatego, że tematyka związana z meksykańskim kartelem była dla mnie, wiernej fanki „Breaking Bad”, nie lada gratką. Poza tym o wiele bardziej polubiłam głównego bohatera „Przeciw wszystkim wrogom”, który wzbudził we mnie o wiele więcej emocji. Z jednej strony był bowiem niezwykle silnym mężczyzną, który przeszedł niezwykle trudne szkolenie i uczestniczył w wielu akcjach, z drugiej zaś po ludzku tęsknił za swoim przyjacielem i nie mógł poradzić sobie z tym, że (w swoim mniemaniu) dopuścił do jego śmierci. Tym większe zrobił na mnie wrażenie – pomimo tego brzemienia nadal był świetnym agentem i doskonale radził sobie z powierzanymi mu zadaniami.

Brakowało mi troszkę wątku miłosnego. Przyzwyczaiłam się do typowego schematu powieści sensacyjnych, w których główny bohater poznaje kobietę i wdaje się z nią w romans. Tu taką sytuacje mieliśmy dopiero pod koniec książki i przyznam, że momentami brakowało mi trochę wątku romantycznego, choć jest on raczej miłym dodatkiem, a nie niezbędnym tematem w tego typu powieściach.

O ile wątek związany z kartelami narkotykowymi zrobił na mnie naprawdę duże wrażenie, o tyle wątek terrorystów uważam za potraktowany po macoszemu. Przez dłuższy czas autor w ogóle o nich nie wspomina, a gdy już się to dzieje, trudno znaleźć związek przyczynowo-skutkowy od momentu ich pierwszego pojawienia się w powieści. Z tego względu chwilami czułam się lekko zagubiona w fabule i utrudniało mi to czytanie.

„Przeciw wszystkim wrogom” to pozycja, która z pewnością umili czas fanom gatunku – ja „połknęłam” ją w trzy dni. Jest nieco niedopracowana, ale nadrabia ciekawą tematyką. Nie jest to wybitna powieść sensacyjna, ale miły czasoumilacz dla tych, którzy lubią urozmaicać swoje zwyczajne życie historiami o walecznych agentach CIA. 🙂