Książki

Siedem najważniejszych książek w moim życiu

najważniejsze książki

Miesiąc temu wpadłam na genialny pomysł – wybiorę najważniejsze książki, jakie kiedykolwiek czytałam i o nich napiszę. Wymyśliłam sobie okrągłą liczbę dziesięciu takich książek i zabrałam się do notowania. Zapisałam siedem tytułów i nagle w mojej głowie zmaterializowała się sporych rozmiarów czarna dziura. Nie byłam w stanie przypomnieć sobie żadnego innego tytułu, który byłabym w stanie nazwać „jednym z najważniejszych”. Pomyślałam – trudno, dam sobie trochę czasu. Minął miesiąc, a moja lista ważnych książek nadal była tych samych rozmiarów. Doszłam do wniosku, że jest to znak od losu, bym napisała o tych siedmiu tytułach, które przyszły mi do głowy jako pierwsze.

Książki

Szkocka zamieć, groźba epidemii i całkiem zabawni terroryści

zamieć

Gdy byłam mała, jak każde dziecko chciałam być dorosła, jednak nie po to, by zarabiać pieniądze na słodycze, nie musieć chodzić spać po wieczorynce i nie słuchać się rodziców. Moja fascynacja dorosłością była związana z biblioteką mojej mamy, pełną książek Ludluma, Forsytha, Higginsa, Folletta i Forbesa. Gdy byłam starsza, zapomniałam kompletnie o moich dziecięcych czytelniczych marzeniach, skupiona na przygotowaniach do matury.

Matura nadeszła, a ja musiałam czymś zająć głowę, by nie spędzać czasu na nauce, która i tak wówczas nie miałaby już sensu. Pamiętam, że zaczytywałam się wówczas „Aktami Odessy” Forsytha – swoją drogą książką dla mnie osobiście wyjątkową, o czym napiszę innym razem. Ken Follett zainteresował mnie jednak dosyć późno, pewnie dlatego, że mało zdyscyplinowana ze mnie czytelniczka. Zwykłam skakać z kwiatka na kwiatek – tu przeczytam kryminał, tam książkę Jane Austen, a w międzyczasie sięgnę po jakąś pracę historyczną.

Książki

Zaginiony symbol i masońskie zagadki w Waszyngtonie

Zaginiony symbol

Książki Dana Browna utwierdzają mnie w przekonaniu, że jestem czytelnikiem zbuntowanym. Nie przeczytałam jeszcze pierwszej części cyklu z Robertem Langdonem w roli głównej, a już mogę się pochwalić przeczytaniem czwartej i trzeciej części (oczywiście w kolejności, którą przytoczyłam). To chyba moje przyzwyczajenie z dzieciństwa – moją ulubioną przygodową serię autorstwa Zbigniewa Nienackiego zawsze czytałam w kolejności własnej, za każdym razem innej.

A skoro już o „Panu Samochodziku” mowa, w dzieciństwie byłam zafascynowana jego przygodami. Gwarantowały one mnóstwo śmiechu i ciekawostek, które później weryfikowałam z encyklopedią w dłoni.  Większość takich przygodowo-sensacyjnych powieści ma podobny schemat – główny bohater jest mężczyzną o wysokiej inteligencji, w każdej powieści kręci się wokół niego kobieta (wokół Pana Samochodzika zazwyczaj kręciło się nawet kilka), a pościgi, zagadki i niespodziewane zwroty akcji są bardzo mile widziane – im więcej, tym lepiej.

Książki

„Przeklęte dziecko”, czyli jak wyprzedziłam Rowling o 10 lat

przeklęte dziecko

Gdy w październiku ubiegłego roku „Przeklęte dziecko” trafiło do sprzedaży w Polsce, fala wszechobecnego entuzjazmu zapomniała zapukać do moich drzwi. A przecież kilkanaście lat temu dorastałam razem z Harrym, po kilkanaście razy dzieliłam z nim troski i wspaniałe przygody, czytając książki z serii po raz kolejny.  Tym razem trafiło mnie dopiero w centrum handlowym. W jednym z marketów natrafiłam na kilkanaście ogromnych koszy, które zawierały najnowszą książkę J. K. Rowling. Należę do tego typu ludzi, którzy niekupienie książki kosztującej 25 zł uznają za grzech, więc ze sklepu wyszłam nie sama, lecz z Harrym.

Książki

„Dziewczyna z pociągu”, do którego wsiadłam niepotrzebnie

pociągu

Gdy w pewien letni, deszczowy dzień wsiadałam do pociągu relacji Łuków-Warszawa, nie zdawałam sobie jeszcze sprawy, że bardziej odpowiednim sposobem spędzenia wówczas czasu byłoby obejrzenie kilku odcinków serialu. Niestety, popełniłam błąd i przeglądając bibliotekę rodziców mojego chłopaka, natrafiłam na „Dziewczynę z pociągu”. Niewiele myśląc, pożyczyłam tę pozycję, by umiliła mi podróż i po zajęciu wygodnego miejsca z zapałem zaczęłam czytać.

Podróż minęła, a ja byłam rozczarowana. Stephen King nie mógł się oderwać przez całą noc, a ja czytałam przez dwie godziny i nudziłam się jak mops? Coś musi być nie tak. Powinnam zatem gorliwie czytać dalej i czekać na moment, w którym w końcu nie będę mogła się oderwać. Niestety, nie nadszedł on nigdy. Nie umiałam sobie z tym poradzić. Jak mogłam tak bardzo nie polubić książki, którą zachwycił się Stephen King?

Rozważania

Zacznijmy od początku

blog

Zamarzył mi się blog. Od kiedy pierwsi z moich znajomych zaczęli prowadzić blogi podróżnicze, zazdrościłam im. Nie tyle nawet podróży, ile tego, że mają o czym pisać i do tego inni chcą ich teksty czytać. Zawsze myślałam: “Ja nie podróżuję, więc nie mogę założyć bloga, bo nie miałabym o czym pisać”. Owszem, pisuję czasem coś do szuflady, ale nigdy nie pokazywałam tego nawet najbliższym, a co dopiero mówić o publikowaniu w Internecie.  Ostatnio jednak uparłam się i zaczęłam intensywnie myśleć. O czym mogłabym pisać? Najbardziej na świecie kocham muzykę, ale chyba nie odważyłabym się o niej pisać, bo jest dla mnie czymś zbyt intymnym i trudno byłoby mi pewnie znaleźć słowa, którymi mogłabym opisać swoje odczucia związane z muzyką. Przyszedł mi jednak do głowy inny pomysł…