Książki

Wiedźmin #1 – „Ostatnie życzenie”

ostatnie życzenie

Przyznam się bez bicia, że „Ostatnie życzenie” próbowałam już czytać dwa lata temu. To, że nie udało mi się skończyć, nie wynika jednak z tego, że nie lubię fantastyki lub proza Sapkowskiego nie przypadła mi do gustu. Wyobraź sobie, Drogi Czytelniku, taką sytuację – jest lipiec, świeci słońce (czasami), jesteś nad pięknym polskim morzem (wcale nie kapryśnym), razem z Tobą jest tam gromada około pięćdziesięciu szkrabów, a ponad dziesięcioro z nich jest pod Twoją opieką. Na nogach jesteś od siódmej rano, przez ponad dwanaście godzin nie możesz sobie pozwolić na to, by Twoja czujność ucięła sobie drzemkę, kiedy więc w końcu o północy bierzesz szybki prysznic i kładziesz się do łóżka, czytanie nie jest Twoim priorytetem. Jakimś cudem udało mi się wówczas skończyć jeden thriller, ale Sapkowskiego nie dokończyłam. I tak minęły dwa lata, zapomniałam o „Ostatnim życzeniu”, aż całkiem niedawno dostałam je w prezencie od mojego prywatnego miłośnika fantastyki.

Ja sama nigdy nie byłam zafiksowana na punkcie tego gatunku. Czytałam Tolkiena, Martina i kilka książek dla młodzieży (gdy jeszcze sama byłam młodzieżą, czyli jakieś dziesięć lat temu). Podczas wspomnianych kolonii przeczytałam może trzy opowiadania (wydaje mi się, że jedno, ale dopiero przy czwartym nie miałam uczucia deja vu, więc cierpię na dysonans poznawczy). Najbardziej zapamiętałam pierwsze z nich i wydaje mi się, że w jakiejś mierze rzutowało to na lekturę po dwóch latach, bo byłam bardzo nastawiona na dużą ilość potworów i niestety pod tym względem się rozczarowałam.

Trudno opowiadać o fabule, bo „Ostatnie życzenie” to zbiór opowiadań, pomiędzy którymi nie ma tak właściwie związku. Pomiędzy nimi pojawia się jeszcze jedno opowiadanie, które jest przerywnikiem i składa się z kilku części, więc jego fabułę poznajemy stopniowo.

Dzięki mojemu prywatnemu miłośnikowi fantastyki, który organizuje dla mnie czasem małe wykłady, podczas których opowiada mi o rzeczach, którymi ja pewnie nigdy bym się nie zainteresowała, bo cały swój czas przeznaczony na bliższe poznawanie autorów, poświęcam na czytanie wywiadów z Jakubem Żulczykiem (czy ktoś jeszcze nie wie, że to mój ulubiony pisarz?). Z tych wykładów wiem, jaką osobą jest Andrzej Sapkowski, przynajmniej mniej więcej, i przyznam szczerze, że w ogóle mi to nie przeszkadza. Pewnie gdyby Szanowny Pan Autor był zupełnie innym człowiekiem (byłby nadal Andrzejem Sapkowskim, ale posiadałby inne cechy charakteru), jego książki byłyby zupełnie inne. Warto też zadać sobie pytanie, czy gdyby Andrzej Sapkowski miał inną osobowość, czy nadal byłby Andrzejem Sapkowskim?

Wracając do roli charakteru autora w realizacji procesu twórczego. Jestem miłośniczką ironii, satyry i sarkazmu – mama nie dała mi drugiego imienia, bo nie wiedziała, które z tych trzech wybrać. Uwielbiam inteligentny humor, a „Ostatnie życzenie” jest go pełne po brzegi. Humor jest co prawda odrobinę czarny, ale nie na tyle, by mnie zniechęcić. Zachwyciła mnie zwłaszcza wypaczona wersja baśniowej „Królewny śnieżki” – zdecydowanie w klimacie braci Grimm.

To, co urzeka w opowiadaniach (i zapewne w sadze o Wiedźminie również) to z jednej strony to, że świat przedstawiony jest fantastyczny i nierealny, a z drugiej obecność ogromnej ilości nawiązań do słowiańszczyzny. Staropolszczyzna, którą posługują się bohaterowie – dla mnie majstersztyk. A skoro już przy bohaterach jesteśmy, muszę napisać również kilka słów o nich. Są to postacie na tyle wyraźne, ze trudno nie być wobec nich ustosunkowanym emocjonalnie. Geralt jest niezwykle tajemniczą postacią i przez to bardzo mnie przyciągnął. To taki szlachetny rycerz, który ma swój kodeks i broni uciśnionych. Bardzo charakterystyczna postać, o której trudno zapomnieć. Jaskier jest typowym błaznem, ale nie da się go nie lubić. Najmniej przypadła mi do gustu Yennefer – jestem nawet skłonna stwierdzić, że nienawidzę tej kobiety. Mam nadzieję, że w toku lektury moja opinia ulegnie zmianie, bo przykro mi będzie nie lubić bohaterki, wokół której rozbudowywał się będzie wątek miłosny.

„Ostatnie życzenie” zdecydowanie rozbudziło mój apetyt i z przyjemnością sięgnę po kolejne przygody Geralta z Rivii. Jeśli tylko język wciąż będzie zachwycał tak samo, bohaterowie nadal będą solidnie wykreowani, a akcja równie wartka jak w tym tomiku – na pewno będę zachwycona. Czasem okazuje się, że w literaturze to, co polskie, nie zawsze jest złe (szkoda niestety, że to rzadkość). Na szczęście Sapkowski nie zawiódł moich oczekiwań, chociaż liczę na większą ilość potworów w kolejnych książkach. 🙂