Książki

„Ogród małych kroków” – książka, która wzbudza zachwyt

ogród małych kroków

Piszę tę recenzję na dzień przed premierą „Ogrodu małych kroków”. Książkę przeczytałam już co prawda jakiś czas temu, ale trudno było mi się zebrać do napisania opinii o powieści, którą wszyscy na prawo i lewo wychwalają pod niebiosa. Nadszedł w końcu jednak moment, w którym musiałam podjąć ten trud.

„Ogród małych kroków” to historia Lily – matki dwóch rezolutnych córek, która trzy lata wcześniej straciła w wypadku męża. Stara się prowadzić normalne życie, pracuje jako ilustratorka, wychowuje dzieci, pielęgnuje relację z siostrą, wciąż jednak myśli o swoim partnerze. Firma, w której jest zatrudniona, zleca jej zilustrowanie książki o ogrodnictwie i wysyła na kurs poświęcony tej tematyce. Lily, żeby czuć się raźniej, zabiera ze sobą córki oraz siostrę. Podczas kursu między główną bohaterką a prowadzącym zaczyna rodzić się uczucie, któremu Lily zaprzecza z całych sił, tęskniąc wciąż za swoim zmarłym mężem.

Muszę przyznać, że „Ogród małych kroków” lekką powieścią doprawioną nutką humoru i powinno się ją czytać naprawdę przyjemnie. Do tej pory dziwię się, że mi lektura nie sprawiła tyle radości, na ile liczyłam. Męczyłam się dość mocno z tą powieścią, trudno było mi wczuć się w fabułę. Momentami irytowały mnie dyskusje bohaterów, choć generalnie bardzo ich polubiłam (może poza matką Lily, bo jej nie dało się polubić).

Choć niewątpliwą zaleta powieści jest doskonale dozowany humor, trudno ukryć, że jednym z głównych jej tematów jest utrata najbliższej osoby. Widzimy, jak Lily radziła sobie ze stratą kiedyś i jak bardzo boi się porzucić swoją cichą żałobę. Doskonale rozumiem, jak wielkim ciosem jest myśl, że już nigdy nie zobaczymy ukochanej osoby. Tym lepiej rozumiałam bohaterkę i tym bardziej wzruszałam się za każdym razem, gdy wspominała o swoim zmarłym mężu. W pewnym momencie płakałam nawet jak bóbr.

Nie mam zbyt wiele do zarzucenia „Ogrodowi…”, choć czytałam go dość długo, okazał się niezwykle przyjemną książką pełną humoru, ale też powagi. Nie nazwałabym jednak tej książki wybitną. Choć znam wiele gorszych książek, znam też wiele lepszych – takich, które zapadają w pamięć na długo. „Ogród małych kroków” raczej nie będzie do nich należał (przynajmniej nie w mojej biblioteczce), ale i tak polecam lekturę tej powieści, bo z pewnością wniesie kilka promyków słońca do Waszego życia. 🙂

Za egzemplarz do recenzji serdecznie dziękuję Wydawnictwu Otwartemu. 🙂

  • No i po raz kolejny, znalazłam w Twojej recenzji to co przeczuwałam od samego początku. Może to dar, może szósty zmysł, ale patrzę na okładkę, czytam pierwsze dwa zdania z recenzji tego typu „arcydzieł” i już wiem, że nie podzielę zachwytów całej rzeszy czytelników. Dokładnie takie odczucia miałam kiedy spojrzałam na tą książkę. Nie wiem, może to kwestia tej wybitnie kiepskiej okładki 🙂

    • No ja właśnie miałam duże oczekiwania i w sumie skusiłam się na tę książkę dlatego, że „Całe życie” mi się bardzo podobało. A ta książka jest absolutnie przeciętna, choć oczywiście nie jest zła. Arcydziełem bym jej nie nazwała.
      PS. Okładką też wszyscy są zachwyceni. Mi się od początku nie podobała. 😀

  • Widziałam tę książkę i od razu zwróciła moją uwagę szatą graficzną. Muszę przyznać, że jest urocza. Jakoś po opisie znajdującym się z tyłu książki nie miałam ochoty po nią sięgać. Z tego co piszesz chyba wolę odpuścić, a przeczytać coś co zapamiętam na dłużej. 🙂