Książki

Saga o Fjällbace #1 – „Księżniczka z lodu”

księżniczka z lodu

Czasem można odnieść wrażenie, że wystarczy wydać jakąkolwiek książkę, napisaną przez autora, który pochodzi z Norwegii, Szwecji, Danii czy Islandii (którą w krajach nieskandynawskich często uznaje się za kraj skandynawski), a sprzeda się ona jak ciepłe bułeczki. Ot, chociażby ta słynna trylogia z Wysp Owczych Ove Løgmansbø, czyli naszego swojskiego Remigiusza Mroza. Mierna to proza, ale sprzedała się całkiem dobrze jako należąca do nurtu literatury skandynawskiej (nie wspominając już o tym, jak świetnie zaczęła się sprzedawać, gdy poznaliśmy prawdziwe nazwisko jej autora). W zalewie kryminałów pochodzących z północnej Europy często trudno odróżnić, co jest zwykłym chłamem, a czemu naprawdę warto poświęcić czas.

Tym razem dałam szansę Camilli Läckberg, autorce popularnej serii o Fjällbace, której dziesiąty (!) tom został niedawno wydany w Polsce. Fjällbacka to mała miejscowość w Szwecji, podobna to typowej polskiej prowincji – wszyscy się tam znają i wszyscy wiedzą o sobie prawie wszystko. Sielankę przerywa odnalezienie zwłok młodej kobiety – Alex. Z pozoru wygląda to na samobójstwo, jej rodzina nie wierzy jednak w to, że dziewczyna mogłaby zdecydować się na taki krok. Wkrótce na jaw wychodzą nowe fakty, a własne śledztwo rozpoczyna Erika Falck – przyjaciółka Alex z dzieciństwa. Towarzyszy jej miejscowy policjant, Patrik Hedström.

Sama zagadka kryminalna bardzo mi się podobała i na pewno nie wpadłabym na to, kto zamordował Alex. Może nie było tu zbyt wielu fajerwerków, ale historia była wystarczająco wciągająca, choć momentami miałam wrażenie, że proporcja między wątkiem kryminalnym i obyczajowym jest dość mocno zachwiana na rzecz tego drugiego.

Już sam wątek kryminalny miał dość mocne tło obyczajowe, a jeśli dodamy do tego perypetie miłosne i zawodowe Eriki oraz przemoc w domu jej siostry, otrzymamy mieszankę, w której jest tego po prostu za dużo. Ja z przyjemnością pozbyłabym się wątku Anny, siostry Eriki, bo według mnie kompletnie nic nie wnosił do tej konkretnej powieści. Nie chcę jednak oceniać pochopnie, w końcu to dopiero pierwszy tom. Być może w kolejnym problemy Anny zarysowane w pierwszej części sagi okażą się niezwykle istotne z punktu widzenia fabuły. Gdybym miała oceniać tylko i wyłącznie tę pozycję, uznałabym, że ten wątek był zupełnie zbędny.

Oprócz zbyt obszernego tła obyczajowego trudno byłoby mi chyba zarzucić coś jeszcze tej książce. „Księżniczka z lodu” to przyjemna reprezentantka swojego gatunku, a autorka powieści posiada lekkie pióro. Póki co nie wzbudziła we mnie zachwytu, którego oczekiwałam widząc, jak cały Bookstagram ekscytuje się premierą „Czarownicy”, czyli dziesiątego tomu serii. Ale podobno pierwsze książki Nesbø też nie należą do najwybitniejszych. Camilla Läckberg dostanie więc ode mnie kolejną szansę, mam nadzieję, że „Kaznodzieja” bardziej przypadnie mi do gustu. 🙂

  • Wątku Anny też bym się pozbyła, ale sam wątek obyczajowy bardzo przypadł mi do gustu.
    No i myślę, że Kaznodzieja Ci się spodoba. 🙂

    • Mam taką nadzieję, niedługo pewnie się w niego zaopatrzę i może w końcu przeczytam jakiś cykl kryminalny od deski do deski. 🙂

  • Oj wątek Anny jeszcze się nieźle rozwinie 🙂 powodzenia z całą serią!

  • Jeszcze nie czytałam, chociaż na półce stoi kilka pocketów w oryginale. 😀 Muszę dojrzeć do lektury. 🙂 Pozdrawiam!