Książki

The Illuminae Files #1 – „Illuminae”

illuminae

Są takie książki, po których nie wiemy do końca, czego się spodziewać. Ja miałam tak z „Illuminae” – trafiłam na nią zupełnie przypadkiem, podczas akcji organizowanej przez Moondrive. Nigdy wcześniej o niej nie słyszałam, nie wiedziałam nawet, czego dotyczy fabuła poza tym, że akcja rozgrywa się w kosmosie. Domyślałam się, że jest to typowa młodzieżówka, lecz chęć wzięcia udziału w ciekawej akcji zwyciężyła z faktem, że nie przepadam za tym gatunkiem literackim.

Na początku był zachwyt – „Illuminae” jest naprawdę pięknie wydane. Na pierwszy rzut oka zachwyca okładka ze śliczną półprzezroczystą obwolutą. Środek jest równie piękny – świetnej jakości papier, wspaniałe grafiki, niezwykłe opisy ułożone w ślady statków kosmicznych na rozgwieżdżonym niebie… Przeglądając ją, byłam zauroczona. Nigdy nie miałam w dłoniach tak cudownie wydanej książki – gdyby nawet miała się okazać kompletną grafomanią, dla samej szaty graficznej warto było ją kupić.

Akcja książki dzieje się w XXVI w. w kolonii Kerenza, w której wydobywane są rzadkie surowce. Głównymi bohaterami są Kady Grant i Ezra Mason – para, która właśnie się rozstała. Kilka godzin później oboje są świadkami inwazji BeiTechu, która zmusza ich i inne osoby, którym udało się przeżyć, do ucieczki. Ewakuacji dokonują trzy statki kosmiczne – Alexander, Copernicus oraz Hypatia. Ściga ich pancernik Lincoln, którego zadaniem jest niedopuszczenie do tego, by świadkowie inwazji dotarli do bezpiecznego miejsca, w którym mogliby o wszystkim opowiedzieć. Sytuacja komplikuje się jednak, gdy na pokładzie Copernicusa zaczyna szaleć niezwykle niebezpieczny wirus, a system sztucznej inteligencji, który steruje Alexandrem, zwraca się przeciwko ocalałym.

O wyjątkowości „Illuminae” świadczy przede wszystkim brak fabuły. Znając jej opis i wiedząc, że jest to zwykła powieść, nie sięgnęłabym po tę książkę. Na szczęście jest inaczej – historię bohaterów poznajemy, czytając przechwycone rozmowy, opisy nagrań z kamer, raporty wojskowe, stenogramy z przesłuchań czy zapisy myśli sztucznej inteligencji, która kieruje Alexandrem. Nigdy wcześniej nie czytałam książki w takiej formie, więc zrobiło to na mnie ogromne wrażenie i przyznam szczerze, że trudno było oderwać się od lektury, nawet jeśli dotyczyła ona w dużej mierze losów nastolatków.

Jestem amebą umysłową jeśli chodzi o rozumienie tego, co dzieje się w książkach i filmach z gatunku science-fiction. Czytając „Illuminae”, początkowo miałam podobny problem. Wynika to zapewne z dużej ilości trudnych do zapamiętania nazw, których moja pamięć wybitnie nie lubi (w przeciwieństwie do tekstów głupich piosenek). Około połowy wszystko było już zrozumiałe, łącznie z zakończeniem. Mimo tej przewidywalności, lektura była dla mnie przyjemnością, być może dlatego, że rzadko sięgam po tego typu książki i bardzo spodobał mi się motyw sztucznej inteligencji, a analiza jej „osobowości” była dla mnie interesującym doświadczeniem. Był to zdecydowanie mój ulubiony bohater, bo wyznania miłości nastolatków, którzy jakiś czas wcześniej rozstali się ze sobą, powodowały we mnie jedynie irytację, więc trudno mi było ich polubić.

Ci, którzy czytali moje poprzednie opinie, wiedzą, że potoczne słownictwo, a nawet wulgaryzmy, używane przez bohaterów literackich. W „Illuminae” miałam z nimi jednak duży problem. Autorzy okraszali wulgaryzmami niemal każdy tajny raport, zakreślając je czarnym kolorem tak, by czytelnik nie wiedział do końca, jakie słowo zostało użyte i mógł się jedynie domyślać z kontekstu. Można było odnieść wrażenie, że wszyscy wojskowi, sporządzający tego typu oficjalne notatki, to piętnastoletnie dzieci. Chciałabym wierzyć, że poważne osoby na poważnych stanowiskach umieją napisać taki raport, używając języka formalnego.

Gdyby nie akcja Moondrive, nie sięgnęłabym po tę książkę. Czy moje życie byłoby bez niej puste? Nie sądzę. Wciąż jednak nie żałuję wydanych pieniędzy, bo czas z „Illuminae” upłynął mi bardzo szybko, bawiłam się świetnie i mam nadzieję, że druga część serii zostanie w Polsce wydana w równie piękny sposób, jak pierwsza. 🙂

  • Miałam podobnie z tą książką, sięgnęłam po nią dzięki Moondrive. Lubię postapo, ale lubię też fabułę, bo dodaje ona powieści głębi. Jeszcze nie czytałam książki, ale mam pewne obawy, że może mi się nie spodobać. Wydanie, przyznaję, jest piękne i świetnie wgląda na półce. Co do treści, wszystko się okaże 😀
    Pozdrawiam zaczytanie,
    Gaba

  • Ta książka mnie nie przekonuje. Nie kupuję tego. Mam wrażenie, że to nieco przerost formy nad treścią, no ale możliwe, że się mylę.

    • Z jednej strony tak, ale z drugiej pięknie to wygląda. Dla mnie to była duża odmiana, może dlatego jestem taka podekscytowana. 🙂

      • Z tym pięknem to też bym nie przesadzała. xD Książka wydana w ciekawy sposób – owszem. Innowacyjny, nietypowy – jasne. Ale piękny? Mam chyba inne poczucie estetyki. :p

  • Gosia Adam

    Dlaczego ja jej nie zamówiłam, kiedy była ta akcja? 😀 Ja jestem łasa na wszystkie wtrącenia pomiędzy literki: ilustracje, tabelki, maile – cokolwiek. Pluję sobie w brodę i czekam na wypłatę. Dodając fakt, że mnie s-f nie straszne, a w tej książce są nastolatkowie, co totalnie wpasowuje się w moje typy, to jeszcze bardziej pluję sobie w brodę, że się zagapiłam. No nic. Będę szczęśliwa, jak już będę ją miała w moich rękach. 😀

    Zapraszam do mnie: czyczytamtam.wordpress.com

    • Mi s-f też nie straszne, aczkolwiek do tej pory nie rozumiem niuansów politycznych w Gwiezdnych Wojnach. 😛

      • Gosia Adam

        Gwiezdnych Wojen nie czytałam/nie oglądałam. O ja zła! Ale podejrzewam, że sama też bym nie ogarniała, ja z Wiedźminem miałam problemy x.x

  • Ja jestem książką zachwycona ale przyznaje bez bicia, że na początku ciężko było mi się wciągnąć w fabułę. Nigdy nie byłam fanką książek w klimatach si-fi i raczej nigdy nie będę bo podobnie do Ciebie – czuje sie jak skończona debilka jak czytam to samo 5 raz i dalej nie rozumiem o co chodzi ale w tym przypadku było inaczej. Podeszłam do tej książki jak do teczki z aktami i na spokojnie ją sobie przeglądałam parę dni.