Miesiąc: Kwiecień 2017

Książki

Śmierć frajerom, Polska to kraj w byłej Jugosławii

kochanie, zabiłam nasze koty

Dorotę Masłowską poznałam przy okazji fascynacji twórczością Krzysztofa Skoniecznego – nagrała wówczas piosenkę, która promowała pełnometrażowy film Krzysztofa pt. „Hardkor Disko”. Zakochałam się w jej kanapkach z hajsem i w maszynie do chleba, z którego można upiec ściany, krzesła i obrazy. Uwielbiałam to, jak bardzo przestylizowana była jej muzycznej twórczości i zupełnie zapomniałam, że przecież najpierw była pisarka, a dopiero potem MISTER D. Ostatnio jednak pomyślałam sobie, że może warto byłoby sięgnąć po prozę Doroty, bo być może okaże się równie dobra jak jej ostentacyjny muzyczny performance.

Książki

Joséphine Cortès #1 – „Żółte oczy krokodyla”

żółte oczy krokodyla

Jedyna biblioteka, z której w dorosłym życiu lubiłam korzystać, to biblioteka uniwersytecka. Kiedy rozpoczęłam studia podyplomowe i dowiedziałam się, że mogę założyć kartę, która uprawni mnie do wypożyczania książek (zapisać może się każdy, ale osoby spoza uniwersytetu mogą korzystać tylko z czytelni), pobiegłam do biblioteki, by następnie rzucić się w wir spacerów pomiędzy półkami. Uwielbiam to, że większość książek mogę wziąć sama z półki, dotknąć ich, przeczytać ich opis. Byłam nastawiona na wypożyczenie co najmniej dwóch książek. Jedną z nich znalazłam, ale pozostałych albo nie było, albo były tak zniszczone, że nie miałabym ochoty ich czytać, albo trzeba było je zamówić z magazynu, a ja nie miałam czasu czekać. Stwierdziłam, że wezmę to, co mi wpadnie w ręce.

Książki

Autobiografia człowieka, który pokochał latanie ponad wszystko

thomas morgenstern

Zimowe weekendy to jedne z najmilszych wspomnień z mojego dzieciństwa. Razem z rodzicami siedzieliśmy przed telewizorem, za oknem padał śnieg, zaspy sięgały po kolana (gdy byłam dzieckiem, zima była prawdziwa, teraz to zaledwie jakaś marna podróbka), a my z uwagą oglądaliśmy kolejny konkurs skoków narciarskich. Nie pamiętam, jak to się właściwie zaczęło – dla mnie skoki były w naszym domu od zawsze i nie pamiętam czasu, gdy ich nie było, choć pewnie pojawiły się wraz z Adamem Małyszem.

Zabawne, że skoki są jedyną dyscypliną, która towarzyszy mi do dziś. Oglądałam kiedyś Formułę 1, ale po wypadku Roberta Kubicy, który uniemożliwił mu jazdę bolidem, zainteresowanie F1 umarło śmiercią naturalną. Podobnie było z moją ogromną miłością do Juventusu Turyn, z którą obecnie wiąże się dla mnie zbyt wiele nieprzyjemnych wspomnień. 

Książki

Fobos #1. Kosmiczne randki i przyziemne tajemnice

fobos

Po „Fobosa” sięgnęłam dlatego, że polecała go bardzo jedna z moich ulubionych blogerek – Iza (jej recenzję znajdziecie TU). Nie spodziewałam się po tej książce zbyt wiele – ot, lekka lektura z nurtu young adult. Miałam wobec niej chyba tylko jedną nadzieję – że będzie to pierwsza powieść z tego gatunku, która mi się spodoba. Tematyka kosmosu wywołuje u mnie ciepłe wspomnienia z czasu, gdy wspólnie z moim wówczas przyszłym mężczyzną raz w tygodniu zasiadaliśmy przed ekranem i oglądaliśmy kolejne części „Gwiezdnych wojen”.

Opis książki wydawał się dosyć ciekawy. Grupa dwunastu osób – po sześć każdej płci, bierze udział w programie GENESIS. Jest to reality show, w czasie którego odbędą podróż w jedną stronę na Marsa i założą tam pierwszą ludzką kolonię. Każdego dnia w czasie lotu odbywają się kosmiczne randki, które trwają zaledwie kilka minut. Na koniec uczestnicy muszą ułożyć listy i na tej podstawie zostaną zawarte ich związki małżeńskie.

Książki

Promyczek i przyjaciele, czyli o nadmiarze cukru w cukrze

promyczek

Znacie to uczucie, gdy wydaje Wam się, że jakaś osoba lub rzecz wyskoczy Wam z lodówki, gdy w nocy pójdziecie coś przekąsić? Miałam tak z Remigiuszem Mrozem – o czym można przeczytać TUTAJ. To odczucie jest ze mną praktycznie codziennie, gdy przeglądam książkowe profile na Instagramie. Większość zdjęć to dzieła wspomnianego w poprzednim zdaniu polskiego autora albo morze powieści młodzieżowych, które czytają teraz wszyscy. W końcu i ja czasem skuszę się na jedną z tych pozycji, by potem dojść do wniosku, że trzeba było się jednak kierować własnym bardzo małym rozumkiem.

Książki

Przepis na powieść sensacyjną à la Ken Follett

zabójcza pamięć

„Zabójcza pamięć” to historia dosyć oklepana – tak mogliby stwierdzić fani „Tożsamości Bourne’a” Roberta Ludluma. Cóż, ja akurat fanką tej ostatniej powieści nie zostałam, nie udało mi się przebrnąć przez początkowe rozdziały i z żalem odłożyłam ją na półkę, gdzie czeka na swoją drugą szansę. Może otrzyma ją w te wakacje, kto wie? Nie o Robercie Ludlumie jednak będzie dziś mowa, a o jego koledze po fachu, którego książki zbierają do kolekcji moi rodzice.

Tym razem wybrałam powieść, którą mama i tata polecali najbardziej. Nie byłam do końca przekonana (to wszystko wina Ludluma), ale ostatnio mam do czytania bardzo dużo motywacji i nie odkładam książek na półkę, nawet jeśli bardzo mi się nie podobają. Zaryzykowałam, bo przecież bez ryzyka nie ma zabawy. Spakowałam „Zabójczą pamięć” Kena Folletta do torby podróżnej i wróciłam z nią do Warszawy.

Książki

Pierwszy horror w moim życiu. Czy przeżyłam traumę?

trauma

O Grahamie Mastertonie słyszałam wiele. Pamiętam jego powieści z katalogów Świata Książki, które zastępowały nam księgarnie internetowe, gdy byłam jeszcze dzieckiem. Nigdy nie lubiłam się bać, a opisy tych książek nieco mnie przerażały. Nie znoszę oglądać horrorów i brzydzą mnie drastyczne sceny – do tego stopnia, że gdy razem z moim mężczyzną oglądamy popularny obecnie serial „Taboo”, regularnie odwracam wzrok od ekranu. Z książkami jednak jest inaczej. Mimo, że potrafię wyobrazić sobie zdarzenia w nich opisane, nie boję się tego tak bardzo, jak filmów. Gdy zobaczyłam na półce kieszonkową wersję „Traumy”, która kosztowała 10 zł, bez wahania włożyłam ją do koszyka.